sobota, 13 czerwca 2015
"Szelest", czyli polska etiuda.
Dość młode, znudzone sobą i średnio zgrane małżeństwo, Basia (Agnieszka Warchulska) i Andrzej (Andrzej Konopka), spędza urlop w domku na odludziu. Pewnego dnia w domku pojawia się dwójka młodych, obcych ludzi, Maja (Maria Dejmek) i Borys (Mateusz Kościukiewicz) którzy w wyniku splotu wydarzeń zostają w domku na noc, co kończy się w tragiczny sposób.
Treść wydaje się dość prosta, ale wcale taka nie jest. Mimo tego, że "Szelest" ma tylko 20 minut długości, aktorzy zdążyli nadać swoją postaciom charaktery, a reżyser wprowadzić doskonałe, budzące napięcie ujęcia. Bohaterowie tego filmu wcale nie są tacy, jacy wydają się na pierwszy rzut oka, a jego zakończenie każe nam domyślać się, co tak naprawdę się wydarzyło i ja osobiście mam wiele domysłów. Swoją drogą bardzo ciekawy pomysł, sprawienie, że odbiorca musi sam zinterpretować zakończenie sprawia, że więcej myśli na temat filmu, przez co zostaje on w jego głowie. Przynajmniej w mojej został.
Wracając do muzyki... jest ona idealnie wpasowana w kontekst filmu. Jest intrygująca, budzi napięcie i co najważniejsze, jest zastosowana w dobrym momencie, a nie byle jak, ale żeby tylko była muzyka. Do tej pory kiedy pomyślę o tym filmie słyszę ją w głowie, co uważam za duży jej sukces.
Drugi ważny aspekt, to obsada, dla której tak właściwie obejrzałam ten film. Głównym powodem był występ Mateusza Kościukiewicza, który moim zdaniem jest jednym z lepszych, młodych aktorów, mimo tego, że jest przez wielu niezrozumiany. Z każdym filmem, w którym go widzę coraz bardziej upewnia mnie w tym przekonaniu i pewnie wiele filmów z nim w obsadzie się tutaj pojawi. Jednak muszę przyznać, że Agnieszka Warchulska również zrobiła na mnie duże wrażenie. Jej postać jest dość mocno wyrażona, dzięki czemu utkwiła mi w pamięci. Szczerze powiedziawszy to najmniej przypadła mi do gustu gra Marii Dejmek, ale nie była też zła. Po prostu jakoś... oczekiwałam po niej więcej. Miała ogromne możliwości i mogła nadać tej postaci większej wyrazistości.
Warto również zwrócić uwagę na piękne zdjęcia, które dodają "Szelestowi" bardzo wiele uroku. Już sama scena, w której Borys zabija pająka zasługuje na uznanie. Jest nagrana w świetnym świetle i ucięta w dobrym momencie. Właśnie za takie zdjęcia cenię polskie kino.
Osobiście uważam, że jest to etiuda godna uwagi. Mimo prostej fabuły jest dość intrygująca i co najważniejsze, spełnia zadanie jakim jest rozbudzenie w widzu napięcia. Film jest pracą dyplomową Leszka Korusiewicza i śmiało stwierdzam, że zrobił kawał dobrej roboty.
środa, 10 czerwca 2015
Patrick, not Patryk.
Myślę, że dla kogoś, kto ostatnio czytał choć trochę moich tweetów, to oczywiste, że pierwszy post poświęcę Piotrkowi Madejowi szerzej znanemu jako Patrick The Pan, czyli człowiekowi, którego zauważyłam już ponad rok temu, jednak na skutek mojej ignorancji zapomniałam o nim i dopiero niedawno odkryłam go na nowo. Przypomniał mi o nim nie kto inny jak Dawid Podsiadło, który udostępnił jeden z utworów, w którego tworzeniu brał udział. Dawid, to człowiek, którego pracę traktuję jako prawdziwą sztukę, więc nie musiałam się długo zastanawiać nad przesłuchaniem 'Niedopowieści'. Najpierw zwróciłam uwagę na bardzo ciekawy sposób kolaboracji, czyli brak tego najczęstszego podziału //ja wezmę pierwszą zwrotkę, ty bierz drugą, a refren na zmianę//. Głosy Piotrka i Dawida zgrały się ze sobą idealnie i słuchając tego pierwszy raz byłam naprawdę oniemiała. Słuchając tego kolejny raz, skupiłam się na muzyce i moje serce zabiło mocniej. Nie mogłam tego tak zostawić, więc postanowiłam poszukać innej twórczości Piotrka. Przesłuchałam jego pierwszy album - 'Something of an End' i zaiskrzyło. Byłam oniemiała, nie dość, że ten album przekazał mi cały bukiet przeróżnych, często skrajnych emocji, to w dodatku całkowicie przywrócił mi wiarę w dobrą, polską muzykę. Już po kilku przesłuchaniach uzależniłam się od jego przyjemnego wokalu, który, jak to się rzadko zdarza, nie jest przekoloryzowany w ani jednej sekundzie którejkolwiek piosenki. Do tego dochodzi muzyka, która nawet po setnym przesłuchaniu budzi we mnie te same emocje, co przy pierwszym. Jego muzyka opowiada historie, które nie są denne i naciągane, a żeby się o tym przekonać wystarczy przesłuchać chociażby jego singiel 'Bubbles', czyli utwór opowiadający tragiczną historię psa, którego właściciel utopił albo 'The Moon and The Crane', której tekst jest naprawdę dosłowny.
Jako, że zagłębiłam się w jego twórczość jeszcze przed premierą jego drugiego albumu, czyli '...niczym jak liśćmi', nie ominęło mnie oczekiwanie. Zdecydowanie dużo myślałam o tej płycie. Bałam się, że będę mogła poczuć się zawiedziona, w końcu wielu artystów ulega syndromowi drugiej płyty, jednak jego na szczęście to nie spotkało. Drugi album okazał się być tak samo dobry, jak pierwszy, chociaż jednocześnie zupełnie inny. Pojawiło się tutaj wiele więcej utworów w naszym rodzimym języku i o dziwo, wcale nie ujmuje to im poziomu. Polskie teksty Piotrka są dalej tak samo intrygujące i liryczne, jak te w języku angielskim, za co należy mu się ogromny szacunek, ponieważ nasz język wcale nie jest plastyczny i melodyjny. Może to wina muzyków, którzy nie potrafią go w pełni wykorzystać, sama nie wiem... w końcu artyści tacy jak Piotrek z jego piękną i prawdziwą piosenką 'Pikselove' pokazują, że można używać naszego języka w piękny sposób. 'Pikselove' było drugim utworem z tej płyty, który przesłuchałam, ze względu na tytuł który mnie zaciekawił. Od razu poczułam klimat tej piosenki, w końcu większość mojego życia odbywa się w Internecie. Piotrek w niesamowicie trafny sposób pokazał, jak bardzo Internet nas zjada. Jak wiele tracimy nie szukając innych rozwiązań, a zamiast tego spędzając cały dzień w siedząc przy laptopie czy komputerze. Faktycznie schniemy, mimo, że większość nas nie zwraca na to uwagi.
Kolejnym krokiem w moim poznawaniu jego twórczości było przesłuchanie '...niczym jak liśćmi' w całości. Intro, czyli 'Zdejmij. Wyłącz. Zobacz.' już przy pierwszych dźwiękach spowodowało, że zatrzymałam się na środku chodnika, wśród spieszących się gdzieś ludzi wokół mnie i całkowicie utonęłam w dźwiękach. Kolejny raz poczułam to coś przelewające się z jego muzyki wprost do moich żył. Poczułam wręcz wstyd, że zastanawiałam się nad tym, czy podoła. Do tej pory go czuję. Później przyszły utwory takie jak '#idiots', czy 'Lewiwa' i byłam już pewna, że w moim życiu pojawił się kolejny prawdziwy artysta, który nie zawiedzie mnie swoją pracą. Teraz pozostaje mi tylko czekać na jakiś koncert niedaleko miejscowości w jakiej mieszkam, abym mogła usłyszeć tę piękną i ważną dla mnie muzykę na żywo, a następnie powiedzieć Piotrkowi, że zrobił kawał dobrej roboty.
Mam nadzieję, że nie usnęliście, a wręcz przeciwnie, dotrwaliście do końca. Jeśli tak, to ogromne dzięki i dajcie znać w komentarzach, czy Wam też podoba się jego muzyka, albo chociaż to jak piszę... idk, po prostu dajcie znać ♥
Co, dlaczego, gdzie i kiedy?
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i będziecie chcieli przeczytać moje wywody na tematy przeróżne. Większość z nich będzie prawdopodobnie tyczyła się muzyki, która jest nieodłączną częścią mojego życia i mówiąc, że jest moim tlenem, wcale nie przesadzam. Swoją drogą muzyka jest trochę jak powietrze, albo
wi-fi w Stanach, jest wszędzie. Może właśnie to jest w niej najpiękniejsze...
Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne to nie mam na razie pojęcia jak to będzie wyglądało. Planuję pisać tutaj za każdym razem kiedy spotka mnie coś o czym warto mówić. Może to być raz w tygodniu, może częściej, może rzadziej... nie wiem, muszę przecież jeszcze udawać, że mam jakieś życie poza internetem, ale to wszystko się jeszcze okaże.
Jeśli dotrwaliście do końca, to ogromne dzięki, uwielbiam Was ~buddha