"Szelest" to polski film krótkometrażowy, w reżyserii Leszka Korusiewicza, który już od pierwszej minuty powalił mnie na kolana swoją muzyką. Jednak może zacznę od krótkiego streszczenia (nie wińcie mnie za jego niezbyt ogarniętą treść, ale to nie jest moja mocna strona).
Dość młode, znudzone sobą i średnio zgrane małżeństwo, Basia (Agnieszka Warchulska) i Andrzej (Andrzej Konopka), spędza urlop w domku na odludziu. Pewnego dnia w domku pojawia się dwójka młodych, obcych ludzi, Maja (Maria Dejmek) i Borys (Mateusz Kościukiewicz) którzy w wyniku splotu wydarzeń zostają w domku na noc, co kończy się w tragiczny sposób.
Treść wydaje się dość prosta, ale wcale taka nie jest. Mimo tego, że "Szelest" ma tylko 20 minut długości, aktorzy zdążyli nadać swoją postaciom charaktery, a reżyser wprowadzić doskonałe, budzące napięcie ujęcia. Bohaterowie tego filmu wcale nie są tacy, jacy wydają się na pierwszy rzut oka, a jego zakończenie każe nam domyślać się, co tak naprawdę się wydarzyło i ja osobiście mam wiele domysłów. Swoją drogą bardzo ciekawy pomysł, sprawienie, że odbiorca musi sam zinterpretować zakończenie sprawia, że więcej myśli na temat filmu, przez co zostaje on w jego głowie. Przynajmniej w mojej został.
Wracając do muzyki... jest ona idealnie wpasowana w kontekst filmu. Jest intrygująca, budzi napięcie i co najważniejsze, jest zastosowana w dobrym momencie, a nie byle jak, ale żeby tylko była muzyka. Do tej pory kiedy pomyślę o tym filmie słyszę ją w głowie, co uważam za duży jej sukces.
Drugi ważny aspekt, to obsada, dla której tak właściwie obejrzałam ten film. Głównym powodem był występ Mateusza Kościukiewicza, który moim zdaniem jest jednym z lepszych, młodych aktorów, mimo tego, że jest przez wielu niezrozumiany. Z każdym filmem, w którym go widzę coraz bardziej upewnia mnie w tym przekonaniu i pewnie wiele filmów z nim w obsadzie się tutaj pojawi. Jednak muszę przyznać, że Agnieszka Warchulska również zrobiła na mnie duże wrażenie. Jej postać jest dość mocno wyrażona, dzięki czemu utkwiła mi w pamięci. Szczerze powiedziawszy to najmniej przypadła mi do gustu gra Marii Dejmek, ale nie była też zła. Po prostu jakoś... oczekiwałam po niej więcej. Miała ogromne możliwości i mogła nadać tej postaci większej wyrazistości.
Warto również zwrócić uwagę na piękne zdjęcia, które dodają "Szelestowi" bardzo wiele uroku. Już sama scena, w której Borys zabija pająka zasługuje na uznanie. Jest nagrana w świetnym świetle i ucięta w dobrym momencie. Właśnie za takie zdjęcia cenię polskie kino.
Osobiście uważam, że jest to etiuda godna uwagi. Mimo prostej fabuły jest dość intrygująca i co najważniejsze, spełnia zadanie jakim jest rozbudzenie w widzu napięcia. Film jest pracą dyplomową Leszka Korusiewicza i śmiało stwierdzam, że zrobił kawał dobrej roboty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz