wtorek, 24 listopada 2015

We are cool band called The Neighbourhood

        Mówi się, że polak głodny, polak zły. Na mnie to nie działa. Przed chwilą zjadłam pyszny obiad, a następnie jeszcze lepsze ciasto, które popiłam całkiem niezłą kawą, a złość jakoś ze mnie nie zeszła. Co więcej, frustracja jaka zaczęła we mnie narastać odkąd pewien zespół ogłosił europejską trasę (nazwaną całkiem ambitnie, a mianowicie Underwatour) dzisiaj skumulowała się na tyle, że zdecydowałam się dać temu uczuciu jakieś ujście. Tak właśnie powstaje ten post.

(od lewej: Jesse, Brandon, Zach, Jeremy, Mikey)


        Zacznę może streszczeniem przebiegu kariery tego zespołu. Kiedy w 2011 roku chłopcy zdecydowali, że chcą tworzyć zespół grający muzykę, którą na siłę można podpiąć pod indie rock, ich skład wyglądał nieco inaczej niż na zdjęciu powyżej. Za perkusją, nie siedział Brandon, tylko Bryan. Tak więc Jesse, Zach, Mikey, Jeremy i Bryan założyli zespół o nazwie The Neighbourhood (brytyjska pisownia jest tutaj zastosowana, ponieważ pisownia amerykańska była już zajęta przez inny zespół). Na początku następnego roku opublikowali dwa single, Female Robbery i znane praktycznie wszystkim Sweater Weather, żeby następnie wypuścić dwa EP: I'm Sorry... oraz Thank You. Jednak to nie ich piosenki nadały tempa ich karierze. Kluczowym momentem było wykonanie coveru Say My Name/Cry Me A River w Radio 1 Live Lounge, w styczniu 2013 roku. W kwietniu tego samego roku wydali swój debiutancki album o tytule I Love You. W trakcie trasy promującej ten krążek, chłopcy zdążyli wydać jeszcze jedno EP nazwane The Love Collectiom, Bryan został zastąpiony Brandonem, a zespół zagrał w Polsce aż 3 koncerty. Po zakończeniu trwającej blisko 2 lata trasy koncertowej zespół wpuścił do sieci darmowy mixtape zatytułowany #000000&#FFFFFF, przedstawiający zupełnie inne niż do tej pory brzmienie zespołu, co spotkało się z wieloma sprzecznymi opiniami fanów. Jednak ten zabieg miał na celu nic więcej jak pozbycie się tego typu klimatów z ich nadchodzącego drugiego krążka - Wiped Out!, który ukazał się dość niedawno, 30 października dokładnie. 
        Ja zaczęłam słuchać The Neighbourhood zaraz po wydaniu przez nich pierwszego longplaya. Pamiętam, że pierwszą piosenką jaką usłyszałam było Let It Go, jednak to nie ona sprawiła, że zaczęłam słuchać ich muzyki z takim entuzjazmem. Piosenką, która wyrobiła mi opinię na temat tego zespołu niewątpliwie jest Afraid, bo właśnie przez nią zagłębiłam się w resztę ich twórczości i to właśnie ta piosenka udowodniła mi, że młodzi ludzie mogą używać swoich emocjonalnych doświadczeń w tak twórczy sposób. Kiedy jakoś na początku 2014 roku dowiedziałam się, że 16 maja zagrają koncert w Polsce byłam rozdarta,  ponieważ wiedziałam, że moje możliwości finansowe w tamtym okresie nie były w stanie zagwarantować mi obecności na koncercie w Warszawie, więc jakie było moje szczęście kiedy w drugiej połowie marca okazało się, że dadzą oni jeszcze jeden koncert, tym razem w Krakowie, a cena biletu to 35 zł. Nie mogłam sobie odmówić obecności na Czyżynaliach, szczególnie, że The Neighbourhood nie byli jedyną interesującą mnie pozycją, która widniała na line-upie tego wydarzenia.
        Jadąc na ten koncert ledwo wiedziałam jak wyglądają członkowie tego zespołu, o znajomości imion nie wspominając, ale ich występ kupił mnie na tyle, że po powrocie do domu zapragnęłam zmienić ten stan rzeczy. Przez pewien okres czasu twierdziłam nawet, całkiem szczerze, że to mój ulubiony zespół. Pięć miesięcy później zobaczyłam ich na kolejnym koncercie. Tym razem udało mi się dojechać do Warszawy.
        Do czego zmierzam... miałam twittera przez cały ten okres czasu. Obserwowałam zainteresowanie tym zespołem, które powoli rosło, odkąd pierwszy raz pojawili się w Polsce, aż do ogłoszenia trzech koncertów w marcu przyszłego roku. Kiedy jechałam na krakowski koncert prawie nikt z obserwowanych przeze mnie osób nie wykazywał jakiegoś szczególnego zainteresowania tym zespołem, kilka osób więcej wykazało je przy październikowym koncercie w Warszawie. Byłoby to całkowicie w porządku, w końcu nie byli jakoś szczególnie popularni. Jednak teraz, po wydaniu ich drugiego, oficjalnego albumu okazało się, że ogromna społeczność twittera słucha ich dłużej niż oni istnieją na rynku. Nie mam pojęcia jak to możliwe. Wszyscy stali się "prawdziwymi" fanami, którzy byli z tym zespołem od początku, a nie potrafią nawet porządnie przeanalizować rozwoju ich kariery. Czytając niektóre wypowiedzi mam wrażenie, że ludzie chcą udowodnić, że są lepszymi fanami wydłużając to od jak dawna ich słuchają. Nie potrafię znaleźć w tym sensu i na początku nawet mnie to śmieszyło, ale widząc kolejne wypowiedzi w stylu "czekałam 4 lata, żeby ich zobaczyć", albo tworzenie nowych skrótów ich nazwy, typu "tnbhd" czuję się zażenowana.
        Nie chciałabym, żeby moje słowa zostały źle odebrane. Ja naprawdę cieszę się z tego, że The NBHD ma coraz większą liczbę fanów, bo chłopcy zdecydowanie na to zasługują (w końcu po coś Jesse uczył się jak nie śpiewać przez nos, co nie) ale bądźmy tymi fanami w szczery i normalny sposób, a nie poprzez licytowanie się kto ich dłużej słucha, bądź kto ich dłużej wspiera. To nie powinno mieć żadnego wpływu na odbiór ich muzyki. Cieszycie się z koncertu? Świetnie, też się cieszę, że chłopakom podobało się tutaj na tyle, że chcą zagrać aż trzy kolejne koncerty. Jednak naprawdę nie róbcie z siebie "tru fanów", bo to cholernie irytujące. Nie tylko w ich przypadku, ale w przypadku każdego artysty.

1 komentarz:

  1. Tak, popieram w 100%. "czekałam 4 lata, żeby ich zobaczyć" - zabiło mnie. No cóż... Myślisz, że wpuszczą mnie na koncert, jeśli nie do końca znam dane osobowe twórców tego zespołu? Pewnie nie...
    Nadużywam wielokropku, robię się jak Magda Gessler.
    No to BESOS!!
    -k.

    OdpowiedzUsuń